Przykurzone.

czwartek, 18.lutego.2010, 21:33
Zabieram się za odnawianie tego i tamtego. Dziś wpadłem na pomysł jak odnaleźć osobę, która nagle znikła. Cieszę się.
Anachroniczny
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Umiar.

niedziela, 14.lutego.2010, 12:32
Co mam robić żeby było "w sam raz"? Skąd mam wiedzieć kiedy jest za dużo a kiedy za mało?

Mam pewną znajomą, właściwie jest to moja przyjaciółka. Znamy się od bardzo dawna. To całkiem miła dziewczyna i nic do niej nie mam, ale stanowczo wymaga zbyt wiele uwagi. Po tylu latach przyjaźni większość moich przyjacielskich uczuć została właściwie wyprana i teraz kiedy mi ryczy, zachowuję bezpieczny dystans uczuciowy. Właściwie to nie czuję kompletnie nic, a im więcej ryczy, tym mniej czuję. Ale mimo to, po daniu palca, zabiera się do całej ręki. Nie ma wyjścia.

Miałem całkiem ładną gromadkę przyjaciółek i każda była w porządku. Dziś nie rozmawiamy już często, ale przypominają sobie o mnie w ciężkich chwilach.

Przyjaciół za to miałem tylko dwóch. Dosyć dziwni goście. Jeden jakiś taki nadpobudliwy, szanuje każdego i dla każdego jest miły, ale tylko na pokaz. Teraz dokądś wyjechał i trochę mi go brakuje. Całkiem był zabawny. Był też inteligentny, co równało się z tym, że on nie mógł mnie zrozumieć a ja jego.
Drugi przyjaciel za to jest tu nadal. Prawdziwie zabawny, nie można się przy nim nudzić. Można też z nim pogadać o wszystkim, ale mimo wszystko jest między nami jakaś przepaść. Jak dotąd nie umiem jej przeskoczyć. Zresztą z moim talentem - jesteś albo za blisko albo za daleko. A chciałem się nauczyć by było po prostu w porządku.

Nie to, żebym tak nagle potrzebował przyjaciół. Mam z kim pogadać jeśli chcę. Uprawianie monologów też złe nie jest. Jednak męczy mnie to, że nie potrafię tylu rzeczy. Tylu prostych rzeczy.
Anachroniczny
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Pierwsze wspomnienia

środa, 10.lutego.2010, 11:45
Jak daleko sięgają twoje wspomnienia? Jakie jest najstarsze z tych, które pamiętasz?

Pamiętam parę rzeczy z wczesnego dzieciństwa. Mówiłem o nich matce, po prostu żeby sprawdzić czy i ona pamięta, ale śmiejąc się, powiedziała, że to niemożliwe żebym pamiętał takie coś i że sama takiego czegoś nie pamięta.

Pamiętam więc, jak pewnego dnia raczkowałem po domu i dopełzłem do kuchni. Zobaczyłem matkę stojącą przy zlewie lub przy kuchence, podniosłem więc głowę i powiedziałem "Mama!". Odwróciła się w moją stronę i zapytała "Co?". Milczałem i nie wiedziałem, co powiedzieć, bo nie umiałem słów. Zdaje się, że w ogóle poza "mama!" umiałem jeszcze tylko "tata!". Gdy trochę podrosłem, ojciec chwalił się, że "tata!" nauczyłem się przed mama. Matka była zła.
Pamiętam, że czułem się dziwnie, wtedy, z tego braku słów, tak jakbym był w obcym kraju, którego języka nie znam, jakbym znał tylko jedno słowo: "Cześć!". Brak możliwości porozumienia. Zamknięte pudełko. Okropne uczucie.

Pamiętam, jak leżałem na tapczanie i piłem ciepłe mleko z butelki. Ciepłe i pełne grudek. Nie cierpiałem mleka, ale piłem je by tylko opróżnić butelkę. Tak czułem: butelka musi być pusta. Jeśli opróżnię butelkę, grudki znikną. To rzeczywiście dziwne i brzmi trochę nierealnie. Czy małe dziecko, pijące mleko, może myśleć - nawet niezupełnie myśląc - o tym, że tę butelkę opróżnia? Czy może chcieć ją skończyć? Czy w ogóle może zdawać sobie sprawę, że coś zaczyna i coś kończy?

Pamiętam jak wybrałem sobie imię. Zdaje się, że miałem już wcześniej imię, ale nie było jeszcze zatwierdzone. Albo po prostu rodzice jeszcze się spierali i każde starało się mnie nazywać swoim wybranym imieniem. Prawdę mówiąc, to też nie wiem czy jest możliwe, bo nie wiem jak długo dziecku wolno chodzić (czy też raczkować) po tym świecie bez imienia. Zdaje się, że tego dnia nauczyłem się chodzić. Każde z rodziców stało po jednej stronie pokoju a ja pośrodku. Matka zawołała jedno imię a ojciec drugie. Matka była uparta, wołała imię jakby rozkazywała nam je zaakceptować. Trochę się popłakałem i podreptałem w stronę ojca. No i mam to imię, które wybrał ojciec. Cieszy mnie to, bo brzmi trochę lepiej od tego, które chciała matka.

Pamiętam jak pierwszy raz jadłem sam zupę. Jakoś mi to nie szło. Zacząłem prawą ręką, ale szybko się zmęczyłem, więc przełożyłem łyżkę do lewej, po prostu żeby spróbować czy nie będzie mi wygodniej. Ojciec zauważył i kazał mi natychmiast przestać. Śmiał się, że jego dziecko nie może być mańkutem. Faktycznie nie jestem. Matka ofuknęła go wtedy żeby pozwolił mi jeść jak chcę - ale ja zawsze przywiązywałem wagę tylko do jego słów. Nigdy odtąd nie robiłem nic lewą ręką. Jestem praworęczny. Żałuję jednak, że nie oburęczny. Gdy piszę szybko, prawa ręka szybko opada z sił. Moje pismo jest okropne. Ciekawe jakie by było gdybym używał lewej ręki?

Anachroniczny
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Środek

wtorek, 9.lutego.2010, 16:20
Nie bardzo wiem dlaczego, ale mój powrót do blogowania zacznę od słowa "środek". Tak jakoś mi przyszło na myśl gdy tylko wyświetliła mi się strona główna myloga. Często zastanawiam się nad różnymi znaczeniami tego słowa. Co mnie bawi, to to, że myśląc "środek", do głowy przychodzą mi słowa takie jak: koniec, początek, biel, szarość, drugi, ostatni, niewidoczny, nieokreślony, pusty, mały itd. Może dlatego, że już tak długo stoję pośrodku i nic nie widzę.
Nie zawsze tak było. Kiedyś mogłem być księciem początku i końca, teraz trafiłem na środek, nie dość na tym zresztą, bo w moim miejscu zrobiło się dziurawo tak, że zapadłem się po kolana sam w sobie i widzę jeszcze mniej niż inne środkowe szarości.
Zazdroszczę tym innym, tego, że oni mogą widzieć więcej niż ja, choć tak wielu z nich lekceważy swoje możliwości. Dla nich środek nie jest szarością, dla nich to życie. Dla nich środek dzieli się na wiele grup, które walczą między sobą o dominację. Być może to właśnie jest społeczeństwo, dające możliwości. Ponieważ przynależność w sposób naturalny daje możliwości, mogą pozwolić sobie na tę wytworną nonszalancję, której im tak zazdroszczę. Pamiętam to z dzieciństwa. Kiedy byłem mały, liczył się tylko fakt posiadania, dążyło się do niego z całych sił. Byłem tego półświadom, ale też, na łeb na szyję, leciałem po swoją zdobycz. Oczywiście tylko po to by potem pokazać, że szczególnie mi na tym nie zależy. Bo i czemu? Przecież już to posiadam! Już jest moje! Już mi nie ucieknie! Już posiadłem moje kolejne trofeum! A czy w ogóle był czas się nad tym zastanawiać? Przecież polowanie trwa bez ustanku.
Teraz, ma się rozumieć, siedzę tu i trwam w swojej zajadłości, która raz zdaje mi się otwierać oczy, a raz zamykać. Siedzę jak skrzywdzony pies wrogi całemu światu. Ten brak sensu wszystkich gonitw sprawia, że nieraz mam ochotę wyrazić swoje myśli w skandaliczny sposób, powiedzmy, wyrzyganiem się na jakiś symbol, ale sęk w tym, że symbole giną i nikt nie dba o to by umieścić je pod ochroną. Niedbałość ta nadal szalenie mnie pociąga i nadal mam ochotę brać udział w tych wyścigach. Nierozsądne? No właśnie, dlaczego? Gonitwa nie ma sensu, ale nurzanie się w apatii też zbyt rozsądnym nie jest. A co ważniejsze: czego słuchać? Uczuć czy myśli? Emocje pchają naprzód w najbardziej nierozsądne czyny i nie o to chodzi, aby myśleć, ale o to, by się bawić, tak jest z nimi, a odwrotnie z myślami. Brak we mnie stabilności i umiejętności wybierania, bo żyję ze sobą na tyle długo by wiedzieć, że każdy wybór uczyni mnie nieszczęśliwym. Zamiast tego siedzę tylko i sprzeczam się z sobą przez te wszystkie godziny, marnując młodość odwlekaniem nieszczęścia, to jest - wyboru. Kolejna rzecz nierozsądna, bo brak wyboru, tak jak i wybór z góry skazany na porażkę - unieszczęśliwia mnie także.
Konkretnych pomysłów - brak.

Lubię czarną magię i białą czekoladę. Albo na odwrót. Hipokryta ze mnie straszny. Jak mogę lubić cudzą czekoladę?
Anachroniczny
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

ARCHIWUM

2010
luty (4)

LINKI

KSIĘGA

 

design by gingery

image from www.pbase.com